10 października 2015 Janusz Gałka

50 miejsc wartych odwiedzenia – National Geographic USA – recenzja

namibdessert-4

Pustynia Namib

50 of the World’s Last Great Places – National Geographic USA

National Geographic USA wydał ponownie (po raz pierwszy w 2012 roku) zestawienie Ostatnich 50 – ciu najpiękniejszych, mało uczęszczanych miejsc na Ziemi, które każdy w swoim życiu powinien zobaczyć. Abstrahując od tego czy taka publikacja nie zmieni dzikiego oblicza wymienionych obszarów, warto samemu ocenić, czy aby zgadzamy się z wyborem autorów.

Publikacja dzieli naszą planetę na 5 stref odpowiednio: temperate (strefę umiarkowaną), arid (strefę pustynną), coastal (wybrzeża, obszary morskie), equatorial (strefę równikową), polar (strefę polarną, lub subpolarną).

Wymienione miejsca, może za wyjątkiem strefy umiarkowanej, są zazwyczaj niedostępne „w zwykłym trybie”. Bo czy Warszawa ma bezpośrednie połączenie z Palau, Ugandą, Panatalem? A przecież do niektórych miejsc jak Ndoki w Republice Środkowej Afryki, czy na Półwysep Antarktyczny nie ma bezpośrednich połączeń z żadnego z portów europejskich. Już ta niedostępność powoduje, że tereny te są rzadziej odwiedzane i może dlatego przetrwały w stanie prawie nienaruszonym do dzisiaj?

Na co warto zwrócić uwagę? Rozpoczynając patriotycznie na … Białowieżę od lat nazywaną ostatnią prawdziwą puszczą Europy. Z punktu widzenia turystyki nie jest to miejsce szczególnie eksploatowane, a infrastruktura wciąż jest skromna (szczególnie po stronie białoruskiej). Czy takie rozwiązanie jest najbardziej korzystne? Rozważania zielony versus … zielony zaprowadzą nas  oczywiście do skrajnych opinii. Warto jednak zwrócić uwagę na doświadczenie innych. Doskonałym przykładem jest tu wymieniona w wydawnictwie i wciąż obecna w moich publikacjach Delta Okavango. Botswańska infrastruktura jest ograniczona – za to na najwyższym poziomie, co znajduje swój wyraz w końcowym rachunku za pobyt. Oczywiście nie zależy mi aby odebrać możliwość odwiedzania tych pięknych terenów przez szkoły i mniej zamożnych członków naszego społeczeństwa. Myślę jednak, że trzymanie takiego skarbu pod korcem i nie tworzenie warunków dla turystów zamożnych, jest niekorzystne dla całej polskiej turystyki, która wciąż „jedzie” w dosyć krótkim składzie wagonów o nazwie Kraków, Oświecim, Wieliczka.

W strefie umiarkowanej autorzy wymieniają również pełny dzikiej zwierzyny (gryzzly, jelenie, łosie, wilki) i zapierających dech w piersiach krajobrazów (lodowce, góry, jeziora) najstarszy kanadyjski Park Narodowy Banff. Miejscem, które może budzić szczególne emocje jest wciąż mało „uczęszczana” chińska prowincja Yunnan. I nie chodzi tu tylko o malarskie piękno krajobrazów, ale o fakt, że jej geograficzne, a w pewnym momencie także polityczne odcięcie od Kraju Środka dało rezultat w postaci zachowania wielu unikalnych gatunków roślin oraz miało wpływ na utrzymanie niespotykanych gdzie indziej zwyczajów i tradycji.

Część pustynna pomija popularne kierunki saharyjskie, a wskazuje na przepiękną (moją ulubioną) pustynię Namib, bezkresną Gobi, czy tak ciekawe miejsce jak Baja California – najbardziej wysunięty na północ stan Meksyku. Klimat jest tu wyjątkowo nieprzyjazny (opady poniżej 76 mm rocznie), co znajduje swoje odzwierciedlenie w … zainteresowaniu okazywanym przez licznych turystów, którzy odwiedzają Cabo San Lucas dla przepięknych plaż i luksusowych resortów (Las Ventanas al Paraiso, One & Only Palmilla, czy Capella Pedragal). Do ciepłych wód Zatoki Kaliornijskiej docierają alaskańskie wieloryby. Łatwo je podziwiać z okien wymienionych resortów.

W opowieściach morskich autorzy koncentrują się na fiordach Nowej Zelandii (moim zdaniem tereny wyeksploatowane widokowo za sprawą filmowych scen tolkienowskiej trylogii oraz standardowych tras pasażerskich cruiserów). Nie przeczę są piękne, dla równowagi zachęcam jednak do odwiedzenia klifów Wyspy Północnej, czy zahaczającej o strefę zwrotnikową Bay of Islands. Wodne klimaty uzupełniają: Palau – państwo położone na archipelagu tropikalnych wysepek na wschód od Filipin. Dolecieć można tu z Manili, ochronę zapewni armia amerykańska, a zakupy zrobimy za dolary. Podwodny świat Palau to znane i pożądane wśród braci płetwonurkowej nurkowanie rafowe i wrakowe. W  amerykańskim zestawieniu nie zabrakło miejsca dla wysp tropikalnych z … potworami (smoki z Komodo) i darwinowską teorią ewolucji (chodzi oczywiście o Galapagos). Ku mojemu zaskoczeniu podróżnicy wymieniają Key West (tak popularne wśród turystów miejsce). Być może jest to kontrybucja na rzecz kraju – miejsca wydania publikacji. Niewątpliwie sięgnąłbym bym tutaj po rzadziej odwiedzane Wyspy Wielkanocne, lub którąś część Polinezji.

Czas na dwa slowa o strefie równikowej. Cieszy, że autorzy dostrzegają nie tylko Amazonię brazylijską (w zestawieniu nawet więcej jest o położonym na terenie tego kraju Pantanal), ale także – dla mnie o wiele bardziej tajemniczą i mniej uczęszczaną część peruwiańską. To co jednak budzi moje największe emocje leży w Afryce równikowej – Ruwenzori – księżycowe miejsce na pograniczu Demokratycznej Republiki Konga i Ugandy. To tutaj – podobnie jak na Kilimandżaro znajdziecie śnieg, ale także roślinność, która choć gdzie indziej mieści się w doniczce, na zboczach tej tajemniczej góry osiąga kilkumetrowe rozmiary. No i wiadomo – goryle górskie, aby je zobaczyć wymagany jest co najmniej kilkugodzinny trekking (zresztą podobnie jak w preferowanej przeze mnie w tym temacie Rwandzie).

Pora na tematy polarne. Wśród wszystkich stref klimatycznych dostępność (lub jej brak) determinuje tu moje wybory. Pierwsze miejsce oddaję Półwyspowi Antarktycznemu (i to w cale nie dlatego, że zwykle po drodze zahaczam o tangowe San Telmo w Buenos Aires). Antarktyda to teren nigdy nie zamieszkany przez człowieka, przez co dla mnie bardziej dziewiczy. Wyprawy na półwysep organizujemy z Punta Arenas w Chile i z argentyńskiej Ushuai. Tym, którzy niekoniecznie chcą pokonywać burzliwe wody Cieśniny Magellana statkiem oferujemy bezpośrednie loty w okolice polskiej stacji badawczej. A na marginesie – wiedzieliście, że pingwiny zamieszkują jedynie Półkulę Południową? Półkula Północna natomiast nęci mnie ogromnych rozmiarów zatoką Hudsona. Pewnie to pozostałość dziecięcych lektur Jacka Londona. Jak wspominają autorzy najlepszym terminem, aby odwiedzić te niedostępne tereny jest jesień. Wtedy też z pokładu arktycznych amfibii zobaczycie największą liczbę niedźwiedzi polarnych.
Zachęcam do lektury zestawienia, o którym mowa. W sieci znajdziecie jego wersję w pliku .pdf. Oryginał możliwy do zakupienia online w amerykańskim sklepie National Geographic. Czy to Wasze 50 miejsc wartych odwiedzenia? Jakie są Wasze wybory? Jakie są kierunki, o których marzycie? Każda wyprawa rozpoczyna się od postawienia sobie celu. Potem przychodzi czas na planowanie i realizację. Z mojego doświadczenia wynika, że jeśli jesteście już na etapie planowania, to tak jakbyście siedzieli w samolocie, dalej już witaj przygodo! Z życzenami pięknych podróży Janusz Gałka.

NG50cover

Okładka recenzowanej pozycji National Geographic

Tagged: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz