Punta Arenas – w drodze na wieloryby

Santiago de Chile

Santiago de Chile

Z Santiago de Chile do Punta Arenas

Santiago de Chile działa jak europejskie miasto. Gdy traktujecie je jedynie jako przystanek w podróży na północ czy południe, polecam zatrzymać się … zaraz przy terminalu. Holiday Inn da wam konieczny komfort bez potrzeby przemieszczania się taksówką. W Santiago to o tyle ważne, że pierwszy lot w kierunku południowego krańca Chile odbywa się już o 2:00 nad ranem! Jak jednak pamiętacie poprzedniego dnia moczyliśmy się dosyć długo w andyjskich źródłach – nie zaplanowaliśmy więc nocnych lotów. Po powrocie z gór zdążyliśmy jeszcze złapać ostatnie promienie słońca na tarasie Ritza z panoramą na centrum miasta.

Ritz Carlton Santiago

Ritz Carlton Santiago

Bardziej z ciekawości niż popchnięty głodem wstąpiłem do pobliskiej La Piccola Italia. Tyle mil od Włoch, a zamówione fusilli okazało się być wciąż aldente:). Węsząc po okolicy postanowiłem zakończyć dzień w “W” Santiago – od otwarcia w lutym 2012 roku przyciąga tłumy young & beautiful – atmosfera luzu, dużych pieniędzy chill out-u i … lansu. Gdyby nie charakterystyczne rysy i śniada karnacja imprezowiczów możnaby pomyśleć, że znalazłem się w wirze clubbing addicted gdzieś w Paryżu, czy Londynie.

Posiedziałbym dłużej, ale poranne obowiązki sprowadziły mnie szybko na ziemię. Wracam do hotelu i zasypiam spokojnym snem, bez objawów Reisefieber przed jutrzejszą przygodą.
Chile wymaga lotów samolotem i to nie tylko w kontekście odległości, ale także dostępności niektórych obszarów. Nie inaczej jest z Punta Arenas. Można tu co prawda dotrzeć lądem, ale z sąsiedniej Argentyny. Alternatywą dla bojących się latać (jak dotarli do Chile???) jest podróż morska, ta jednak wymaga czasu, którego i tym razem nie mieliśmy. W zależności od możliwości podstawionej maszyny polecicie Lan-em 3:30, lub więcej niż 4 godziny. Chilijskie linie lotnicze należą do najlepszych na kontynencie i przede wszystkim są punktualne, o co wśród latynosów, jak się domyślacie, trudno. Samo Punta Arenas to typowy outback. Port i miejsce startu ekspedycji na Antarktydę. Trudno tu o luksus, czy wysokich lotów kuchnię. Na miano porządnego zasługuje już hotel Rey don Felipe, a pożywny posiłek zjecie np. w Okusa & Emporio. Uwaga! Wiatry histrorii przygnały tu sporą grupę mieszkańców Półwyspu Bałkańskiego. Włascicielami restauracji są … Chorwaci. Na uwagę zasługuje muzeum Nao Victoria. Ciekawostką, którą można tu zobaczyć jest replika 1:1… Nao Victoria – statku, na którym Magellan okrążył Ziemię. Miasto „z końca świata” jest dla nas jedynie przystankiem w drodze na wyspę Karola III. Długo nie możemy zasnąć – o tej porze roku i na tej szerokości geograficznej – Słońce nie rozstaje się z Ziemią – prawie nie zachodzi. Budzi nas zresztą rano wsparte mocnym wietrzyskiem – już wiemy – będzie bujać!
Pakujemy się do vana, a małomówny kierowca wiezie nas w nieznane. Po dwóch godzinach drogi, choć zdaje nam się, że musimy być już w pobliżu bieguna, wciąż czujemy twardy ląd pod stopami. Twarde jest też lądowanie. Busiarz wyrzuca nas na kamienistej plaży w środku dosłownie niczego. Espera aqui mówi na odjezdnym i już za chwilę żałujemy, że nie kazaliśmy mu czekać. Nikogo. Niebo zachodzi ołowianymi chmurami, fale stają dęba, wiatr nie myśli zwolnić. Rozczarowanie. Czekamy dobrą godzinę. W chwili gdy nerwowo sięgam po telefon satelitarny na stalowoszarym tle pojawia się … popielaty punkcik łodzi.

Zodiac on Strait of Magellan

Zodiac on Strait of Magellan

Płyną. Po kilku minutach są już przy nas: Carlos i Eduardo. Musicie pójść dalej – przekrzykują warkot silników i huk fal – tutaj nie wylądujemy – zbyt niebezpiecznie! Potykając się o otoczaki przedzieramy się przez niskie zarośla w poszukiwaniu cichej zatoczki. Kilkaset metrów dalej jest! Żadna keja i żaden port. Niewielka ostroga kamieni zasłania wodne zakole – jest szansa, że fale nie wyrzucą zodiaka na brzeg. Skaczemy na dziób łodzi próbując złapać równowagę na granicy morza i lądu.

Zodiac on Strait of Magellan

Zodiac on Strait of Magellan

Po skutecznym abordażu wdrapujemy się na pokład. Witają nas serdeczne uściski gospodarzy. Poklepują nas radośnie po plecach i wskazują na “siodła”, zachęcając abyśmy usiedli. Odbijamy od brzegu żegnani niespodziewanym pokazem delfinich salt i skoków. Zakładamy wypornościowe kombinezony i rozsiadamy się wygodnie. Przed nami 3,5 godzinny rejs przez wody Cieśniny Magellana

From Santiago de Chile to Punta Arenas

Santiago de Chile acts like European city. When you treat it only as a stopover on your South or North expedition, I recommend to overnight… right at the terminal. Holiday Inn will give you the necessary comfort without having to move with the taxi around. This might be very important if you want to catch the first flight towards the southern tip of Chile. It is taking off at 2:00 am! Those following our story remember however that the day before we made a long trip to the Andean hot springs. That’s why the next morning we planned a long sleep. After returning from the mountains I still had time to catch the last rays of the sun on the Ritz Carlton terrace. You should see this panoramic view of the city center!
I walked later to the nearby La Piccola Italia – out of curiosity not a hunger. It was amazing to experience that so many miles from Italy an ordered fusilli keeps still aldente :). Sniffing around I decided to finish the day in a „W” Santiago – since opening in February 2012 has been attracting crowds of young & beautiful. I must admit that the atmosphere and local ambience here reminded of high end club and lounges thick with clubbing addicted somewhere in Paris or London.

I wish I could stay longer but morning duties brought me quickly back to the hotel. Traveling Chile requires air transportation and not just in terms of distance, but also the accessibility of certain areas. This also includes Punta Arenas. You can reach the city using land transportation, though from neighboring Argentina only. An alternative for those who fear to fly (how did they reach Chile ???) is a maritime route. This takes time! We did not have them. Depending on the aircraft delivered by LAN it takes you 3:30 to 4:30 hours flight to reach this remote area from Santiago. Chilean airlines are among the best on the continent and, above all, they are rather on time. The “mañana” rule is not their motto. Punta Arenas itself is a typical outback city. Beside Ushuaia in Argentina and Christchurch in New Zealand the very important port where many expeditions start their route to the Antarctic. It is difficult for find any luxury accommodation or high-end cuisine here. The hotel Rey Don Felipe we used, deserves to be called decent. Looking for an organic local meal? Try Okusa & Emporio restaurant (walking distance from the hotel). Worth to know that some businesses are run by european immigrants. The owners of Okusa & Emporio are… Croatian. There are not many sightseeings here but noteworthy is the museum Nao Victoria if you wish to see the 1:1 replica of … Nao Victoria – the ship used by Magellan to circle the Earth. The „at the End of the World” city is our stopover on the way to the Charles III island. At this time of the year and at this latitude – the Sun stays very high. It’s difficult to fall asleep. It welcomes us also in the morning supported by a strong wind. Now we know that there will be a rollercoaster on the sea!
We pack up the van with our luggage and not very talkative driver drives us into the unknown. After two hours on the road (both good and bumpy) we are thinking to be already close to the South Pole. The van driver leaves us on a rocky beach in the middle of literally nowhere. Espera aqui speaks this two words only and departs. Immediately after he leaves we wish we had ordered him to wait with us. There are leaden clouds gathering, waves rise higher and higher, the wind does not try to slow down. All this makes us upset. Would you believe? They made us waiting a good hour. At the very moment when I nervously reached for the satellite phone to call a rescue:) on the steel-gray background appears … a light gray zodiac boat. Somebody is sailing. After a few minutes longer Carlos and Eduardo are with us. You have to go further – they try to outshout roar of engines and of the waves – we can not land here – too dangerous! Stumbling stones we break through the low scrub in search of a quiet cove. A few hundred meters away we finally find it! Not wharf, and not a port. A small spur stones blocking the calm water lagoone – there is a chance that the waves do not throw zodiac ashore. We jump on the bow of the boat trying to catch the balance between the world of sea and land. After world record jumping we climb aboard. Our hosts greet us warmly. Pat us on the back and point to the „saddle”, encouraging us to sit down. There is unexpected show of dolphins salts and jumps when we sail off the shore. We dress the flotation suits and lean back. No stress only three and a half hour cruise through the waters of Strait of Magellan awaits us…

Carlos

Carlos

Tagged: , , ,

Dodaj komentarz